Wiatr i mróz smagają świat za oknami. Stare okna przepuszczają chłód, piecyki ledwo dyszą. Nawet mój kaflowy, który – dzięki swoim umiejętnościom – zwie się Mefisto, ciągnie na ostatnich grzałkach. Kiedy wyglądam na ulice, na termometrze kreska opada na -16 stopni. W środku miasta.
Nie, żeby mi to przeszkadzało.

Ten czas jest idealny na książkę. Dobrą powieść, którą odkładałeś już zbyt długo – bo praca, bo szkoła, bo studia, bo obowiązki. Nie. Jest środek zimy – tej dobrej, z mrozem i śniegiem (choć tego jak na lekarstwo niestety). Ogrzać nas może słowo i odpowiedni nastrój.

Proponuję Ci dwie drogi – jedną jest ogień, drugą woda. Każda prowadzi do miejsca, w którym się zrelaksujesz. To, co Ci bardziej pasuje, to już Twoja sprawa, prawda?

 

Osobiście preferuję wodę, więc… na niej skończymy. Ogień. Ciepły, ujarzmiony, pachnący drewnem i dymem. Jeśli nie masz kominka, oferuję Ci namiastkę (jeśli masz, to co, u ciężkiej cholery tu jeszcze robisz?!)… wystarczającą do odpowiedniego nastroju.

Po pierwsze włącz sobie to wideo, zapętl na jakiejś playliście YT ( osobiście robię osobną, z dwoma tymi samymi nagraniami i daję opcję zapętlenia) i włącz pełny ekran.

YouTube Preview Image

To samo zrób z tym plikiem:

YouTube Preview Image

A teraz książka, łóżko lub fotel, kołdra i… nie czytaj już dalej. Po prostu baw się dobrze.

 

A teraz – jeśli wybrałeś wodę (masz u mnie wielkiego plusa), proponuję Ci tą stronę:

www.rainymood.com

I dobrze Ci już znany plik, który zapętlasz:

YouTube Preview Image

 

I tyle. Jeśli nie masz już uśmiechu na twarzy, to jestem bardzo zdziwiony. Masz? No to…co Ty tu jeszcze robisz?
Miłej zabawy :)

 

 

Chorym, psia mać. Człowiek miał nadzieje, że to tylko chwilowe, że zaraz przejdzie. A tu nie. Za to mam więcej czasu na choćby czytanie i pożeranie dobrych filmów (ze zgrozą odkryłem, że kończy mi się lista filmów Sf. Cholera).  No i dużo czasu na pisanie, z czego się okrutnie cieszę.

No i właśnie do tego piję. Książka, zbiór opowiadań właściwie, nie moja, ale… nie całkiem obca. Przedstawiam Wam najnowszą antologię Bizarro Krzysztofa T. Dąbrowskiego „Grobbing, czyli nieludzkie stosunki międzyludzkie„. Premiera już niedługo, a tymczasem można podziwiać piękną okładkę.
A czemu polecam? Bo czytałem. Musiałem, pisząc wstęp do tej książki.

I powiadam – dobre to.

 

Zaczytani.pl

 

 

 

Ale to nie koniec. Już wkrótce każdy piszący zwolennik horrorów będzie mógł się zmierzyć z konkursem, który Qfant i strona fanów twórczości Pawła Palińskiego przygotowują/jemy razem.

A poczytać o tym możecie w zapowiedziach na stronie Trikkety -traketty -trak 


 

I rzecz ostatnia – wczoraj miała miejsce premiera „Ambitnego projektu” mojego znajomego z… zamierzchłych czasów. Jeszcze nie czytałem, ale sądząc, po jego innych tekstach, w których wykazywał zwykle bardzo oryginalne podejście do tematu – może być ciekawie.
Oto i LINK do „Pinto”.

 

 

Jak było do przewidzenia – „nasz” rząd, nie bacząc na setki tysięcy głosów mówiących stanowczo „nie” i wczorajsze manifestacje (we wszystkich miastach było ok 100 tyś. ludzi, w samym Krakowie 15 tyś.) podpisał dzisiaj w ACTA.

Już samo to wydaje się oburzające, biorąc pod uwagę ustrój, który przypisuje się Polsce. Już wisienką na torcie staje się fakt, że wedle ustaleń, kraje członkowskie UE miały czas na podpisanie ACTA do 31 marca 2013 roku. Mało tego – nie ma wymogu podpisania tego dokumentu.
Pytanie jest więc oczywiste – dlaczego tak się pospieszyliśmy?

Szczerze? Nie rozumiem. Jaki cel miał w tym  Donald „Jeszcze Premier”  Tusk? Jaki cel miał w takim działaniu rząd? Jako zwyczajni ludzie – sami sobie zaszkodzili. Więc? Naciski ze strony USA? Obietnica ciepłej posadki po wszystkim? Wkraczamy na niebezpieczny grunt teorii spiskowych, które teraz będą się mnożyły.
Nie jestem znawcą prawa, ani tym bardziej polityki. Być może istnieje wytłumaczenie, ale ja go nie widzę. Nie, bez sięgania to teorii spiskowych.

Tymczasem przeraża mnie dezinformacja. Podczas trwania protestów ktoś ewidentnie kontrolował media. A że żyjemy w Polsce, gdzie rządzący nie przeprowadzają – nigdy nie przeprowadzali – takich akcji umiejętnie, sam fakt kontroli widać jak na dłoni. Ponoć na jednej z manifestacji doszło do zamieszek. Media mówią o rzucaniu kamieniami. Jak się okazuje, cała sprawa miała miejsce już PO manifestacji. Ot, zebrało się paru kiboli. Przy takiej rzeszy osób było to do przewidzenia. Jestem wręcz pod wrażeniem, jak spokojnie to wszystko się odegrało. Ludzie pokazali, że im zależy.

Pomijam już takie kwiatki jak usunięcie tysięcy komentarzy internautów ze strony Kancelarii Premiera na Facebooku, czy listę podmiotów, z którymi „konsultowano” ACTA.

 

Pytanie, które zadaję w tej chwili, to – co teraz?
Minie jeszcze trochę czasu, umowa musi zostać ratyfikowana. Czy potem zaczną się kłopoty? Zobaczymy. Wedle konstytucji my, ludzie, możemy przejąć władzę. To znaczy – jeśli nasi demokratycznie wybrani przedstawiciele nie działają w naszym interesie.
Czy będzie nas stać na taki krok?

Tu już chyba nawet nie chodzi o ACTA. Sam dokument może być zapalnikiem odkorkowującym gaz niezadowolenia społecznego z ostatnich lat działań nie tylko tego rządu, ale całej areny politycznej.

 

Dziś widzę dwie, skrajnie od siebie różne drogi:

Jedna z nich, to wolne uspokajanie się tłumów. Miną tygodnie, a ACTA będzie tematem memów i słabych przypomnień. Ogień rewolucji ma to do siebie, że płonie jasno, ale szybko się wypala. Za dwa, trzy miesiące mało kto będzie się już tym zajmował. Kiedy dojdzie do wyborów, ktoś wspomni o całym fakcie, przypomni ACTA, ale w telewizji niczego nie podadzą. PO będzie straszyło Kaczyńskim i PIS, albo damy sie przekonać, albo nie. W każdym razie sytuacja sie powtórzy. Afery i wojna między PO a PIS – bez znaczenia kto będzie za sterami. Bo przecież inne opcje polityczne nie istnieją. Nikt nie zagłosuje na kogoś „kto i tak nie wygra, bo ma za mało poparcia”.
Potem wszystko potoczy się już samo. Będzie nam źle, będziemy wygrażać rządowi, opozycji i słuchać jak to źle na świecie się dzieje w telewizji (choć o tym, że obywatele Islandii obalili swój rząd się nie dowiemy. Te rzeczy mogłyby wzbudzać niepotrzebne niepokoje ). Szara, polska rzeczywistość. No, może poza tym, że od czasu do czasu kogoś będą zamykać za piractwo. Niekoniecznie tego, kto piracił. Ale o tym też nie musimy wiedzieć.
A poza tym? Będzie do bólu normalnie.

 

Druga droga jest krótsza – ACTA jest tylko zapalnikiem. Do świadomości ludzi docierają też nowe uprawnienia kontrolerów NIK (Najwyższej Izby Kontroli).

Dla przypomnienia, lub też informacji – projekt ustawy, który został już zaakceptowany i która wejdzie w życie w czerwcu pozwala kontrolerom NIK zbierać informacje ze wszystkich dziedzin naszego życia. Rzecz jasna, by lepiej nas chronić przed nami samymi. W tym preferencji seksualnych, pochodzenia rasowego, preferencji politycznych i wyznaniowych, nałogów, stanu zdrowia, czy – błahostka – informacji genetycznej.
A wszystko dlatego, obywatelu, że jesteś zbyt głupi. Dlatego państwo musi Cię trzymać za główkę i inwigilować na wszelkie możliwe sposoby. Byś przypadkiem głupstwa nie popełnił. Dla Twojego dobra. Idioto.
Koniec dygresji.

Płomień rewolucji nie tylko nie gaśnie, ale i jest podsycany. Ludzie mają dosyć. Wszystko zlewa się w jedno, Smoleńsk, krzyż, afery korupcyjne, ACTA, NIK, kłamstwa i machinacje. Do jednego wora. Nikt nie patrzy, czy to ma sens. Dosyć, po prostu dosyć. Anonimowi powielają ataki, wyciągają niewygodne dla rządu informacje na światło dzienne. Odtajniają najtajniejsze z akt. Ten był agentem, ten donosił, tamten manipulował, inny łapówkarz, a co do prezydenta…
W końcu zbiera się garstka zapaleńców, być może podkładają bomby, albo idą z bronią pod sejm. Oczywiście zostają szybko i krwawo spacyfikowani. Wybuchają zamieszki. Ktoś nie wytrzymuje. Pada rozkaz. Do gazu pieprzowego i armatek wodnych dołącza się ostra amunicja…
Rząd zostaje obalony. Krwawo, lub też w sposób bardziej pokojowy – podaje się do dymisji. Nowe ustawy, nowa władza, być może nowa konstytucja. Mimo ofiar – swoiste katharsis.
Ale za jaką cenę?

 

A może zupełnie inaczej? A może wymieszanie się tych dwóch wizji, swoisty złoty środek? Popadłem w skrajności specjalnie, dając upust wyobraźni. Rzeczywistość – jak zawsze – zweryfikuje. Jeśli będzie ku temu powód, jeśli ACTA zmieni naszą rzeczywistość w ten gorszy sposób, wezmę udział w protestach. Będę walczył o wolność. Jeśli nie, nie zagłosuję ani na PO ani na PIS – jak zawsze. Mam inne poglądy.
Jedno jest pewne – nie zapomnę.

A w tej chwili?

Czekam.

 

Na koniec – całkiem ciekawy kawałek. Polecam odsłuchać.
YouTube Preview Image

 

Środa, 25 stycznia i piątek, 27 będą dniami bardzo dla mnie zabieganymi.
Dlaczego? Może zacznijmy od… przyjemniejszej rzeczy.

 

Serdecznie zapraszam 27 stycznia od godz. 18 do klubu „Masada” na krakowskim Kazimierzu. Odbywać się tam będzie 32 już „Kulturkampf”, na którym – także i tym razem – będę czytać swoje wypociny.

18-21 część literacka
18.00-18.10 ALFABET LITERACKI B JAK MICHAŁ BUŁHAKOW
18.10-18.20 KRZYSZTOF BILIŃSKI ( Wolna Trybuna Poetycka)
18.20-18.30 MATEUSZ BOBEK ( Klapki Kubota)
18.30-18.40 MARCIN CICHY ( Pakiet Standardowy)
18.40-18.50 KRZYSZTOF DĄBROWSKI ( antologia bizarre)
18.50-19.00 BARBARA DUDEK ( poezja śląska)
19.00-19.10 JACEK DUDEK ( poezja śląska)
19.10-19.20 KRYSTIAN KAJEWSKI ( fragmenta ABCDARIA)
19.20-19.40 SŁAWOMIR MATUSZ ( Mistyka zimą)
19.40- 19.50 PIOTR MIERZWA ( poezja, Snubrat)
19.50-20.00 BARTŁOMIEJ MIŁOBĘDZKI ( poezja, proza)
20.00- 20.20 MICHAŁ PIĘTNIEWICZ ( Odpoczynek po niczym)
20.20-20.30 SEBASTIAN POST ( poezja, Trismegista)
20.30-20.40 LEA PRADZIŃSKI ( happening literacki)

20.30-20.40 PIOTR SMOLAK ( Neue Wilde)
20.40-20.50 MICHAŁ STONAWSKI ( groza w prozie)
20.50-21.00 MATEUSZ WABIK (poezja, Spisek)
od 21.15 część muzyczna
21.15-21.45 BRACIA SŁABY ( blues rock)
22.00-22.30 KROKODYL ( pastisz rock)
22.45-23.15 RAYUELA ( eksperyment literacko- muzyczny)
23.30-00.00 JAKUB ZIELINA ( ŻMIJ, folk rock)
cena biletów
tzw normalny 12PLN
tzw studencki 6 PLN

TUTAJ opis całej akcji.

Druga rzecz… cóż, trochę mniej miła. 25 stycznia 2012, dzień przed już pewnym podpisaniem przez tak zwany demokratyczny rząd RP, ACTA będzie się w Krakowie (a może nie tylko?) odbywał protest przeciwko temu dokumentowi.
Szczerze? Nie mam wielkich nadziei. Idę tam, bo nie mogę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak walą się resztki Demokracji. I rzecz jasna wyjdę, jeśli zaczną jakieś „koktajle Mołotowa” w powietrzu latać, na burdę tam nie idę. Bić się z ZOMO będziemy innym razem.
Przepraszam, za wisielczy nastrój, ale po oglądnięciu tego…

YouTube Preview Image

…coś we mnie pękło. Pomijam już fakt, że pani prezenterka nie wie nawet, jak się dana „grupa” nazywa. Bardziej istotny jest fakt, w jaki sposób sprawa została pokazana. Wątpię, by pani prezenterka nie wiedziała, co się dzieje. Wniosek jest jeden – przedstawienie całej sytuacji w telewizji jest komuś bardzo nie na rękę. I cholernie mi to przypomina propagandową półprawdę.

Dobra. Dosyć już o tym.
http://www.facebook.com/events/215317315225357/

Jeśli ktoś chce dołączyć, podaję linka.

 

 

Prawdopodobnie to mój ostatni wpis na tym blogu. Prawdopodobnie można go będzie oglądać jeszcze tylko przez parę dni.
Prawdopodobnie.

 

 

Jeśli pewna ustawa – ACTA – wejdzie w życie, mój blog, tak jak i wiele innych miejsc w sieci zostanie całkowicie wymazanych z Internetu. Nie jestem poprawny politycznie. Dzięki ACTA wystarczy byle pretekst i… PUFF! – znikam.
Ale to nie o to tu chodzi. Już nie. Teraz chodzi o wolność Internetu, ludzi, wolność wyrażania własnego zdania. To, co się dzieje w Chinach, czy Korei Północnej może być niedługo udziałem i naszym. Jeśli do 26 stycznia 2012 roku obywatele całej polski nie powiedzą na tyle stanowczego NIE, by rząd się przeląkł.
A ma czego. Historia pokazuje, że kto jak kto, ale Polacy potrafią się zbuntować.

Można bagatelizować sprawę, że Internet to nie rzeczywistość, że to nie ma wpływu. Nie? Internet stał się rzeczywistością o wiele bardziej, niż ktokolwiek przypuszcza. Jeśli zamach na wolność słowa, jaki chce przeprowadzić nasz własny rząd wespół z UE się powiedzie, oznaczać to będzie koniec nawet tej żałosnej iluzji demokracji, którą mamy obecnie. Komunizm? Nie… ale… no właśnie, jak to nazwać? Nie, nie nazywamy. Mamy jeszcze czas.

ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) – Międzynarodowe porozumienie, które już niebawem może zmienić także Twoje życie. ACTA w założeniach ma walczyć z podrabianiem towarów i piractwem. W rzeczywistości sprowadza się do tego, że każdy Twój ruch w internecie będzie śledzony przez dostawcę Twojego internetu oraz rząd, a ewentualne naruszenie (nawet nieświadome) praw autorskich będzie wiązało się z odcięciem dostępu do internetu, oraz karą.

Ponadto Twój dostawca internetu będzie miał możliwość, a nawet obowiązek blokować wszelkie strony na których znajdują się materiały naruszające prawa autorskie. Do takich stron można zaliczyć np. YouTube. To nie przypadek, że do tej pory nie słyszałeś o ACTA. Jej tworzenie jak i podpisanie odbywa się za plecami społeczeństwa.

Już w czwartek – 26 stycznia rząd Polski podpisze porozumienie ACTA.

niedlaacta.pl

 

Zaczęło się od zamknięcia Megaupload i Megavideo, a także fizycznego zamknięcia szefów tych dwóch portali przez agentów FBI. Ucierpieli – jak zwykle – niewinni. Miliony osób na całym świecie utraciło swoje konta premium, za które zapłaciło, by dzielić się plikami, nawet w legalny sposób. Oczywiście, wraz z tym zniknęła możliwość przeglądania seriali w internecie na stronach takich jak II.TV. Odpowiedź (jeszcze) wolnego Internetu była natychmiastowa.
Protesty, eventy, manifestacje. Na ten sygnał do swojej pracy przystąpili Anonimowi. W przeciągu paru godzin przeprowadzono ponad 220 zorganizowanych ataków, przez pewien czas nie działały strony m.in Departamentu Sprawiedliwości USA, czy wytwórni filmowej Universal Pictures, silnie ucierpiały też strony FBI, MPAA, RIAA…

Działania agresywne, acz pokazujące determinację, z jaką walczymy o wolność. Dodatkowym faktem jest (wracając do Polski i okolic), że Unia Europejska przyjęła dokument o ACTA za naszymi plecami, zaś wzmianki o nim można znaleźć dopiero na 43 stronie dokumentu z zebrania Rady ds. Rybactwa i Rybołówstwa.

Ciężko mi przechodzi przez gardło słowo „Spisek”, ale – do diabła! – tak to wygląda. Po cichu, za plecami, a wszelkie decyzje już zapadły, o czym większość społeczeństwa i – jak pokazują fakty z odzewu polityków – niektórzy posłowie nie mieli pojęcia.

YouTube Preview Image

Ktoś „na górze” zapomniał, CZYM jest Internet, że nie należy do żadnego kraju, że w nim także i przede wszystkim obowiązuje wolność słowa, że… ale to tylko teoria. Idea, nieprawdaż? Aby doświadczyć prawdziwie wolnego internetu trzeba skorzystać z przeglądarki TOR (polecam) i wskoczyć w DeepWeb. Niemniej, sama Sieć powinna dalej funkcjonować jako miejsce, gdzie nie ma cenzury narzuconej przez państwo, nikt nie monitoruje naszych działań i nie ogranicza ich.
Tymczasem do tego dąży nasz rząd. Przykro nazwać ich zdrajcami wolności słowa, swoich własnych ideałów i narodu. Nie chcę ich tak nazywać…

YouTube Preview Image

Nie zgadzam się, aby ktokolwiek mnie monitorował, abym był poddany cenzurze, a moja wolność słowa była ograniczana. Uznaję ACTA za zamach na wolność. Zamach przeprowadzany po cichu przez UE i polski rząd. Przyłączam się do akcji „Nie dla ACTA” .
Mam cichą nadzieję, że podpisanie dokumentu 26 stycznia br. zostanie odwołane. Inaczej ten dzień przejdzie do historii, jako ostatni dzień wolnego Internetu i początek Wszech cenzury.

Nie chcę, by Koalang stał się faktem. Bym musiał – nie dla ciekawości, ale potrzeby wolności – używać DeepWeb. I nade wszystko, chcę śpiewać  „Mury” Jacka Kaczmarskiego jako przypomnienie o dawnych, złych, czasach – a nie pieśń otuchy w kolejnych.

YouTube Preview Image

 

http://niedlaacta.pl/
http://www.anonyops.ssl2.pl/

http://kwejk.pl/obrazek/854923

http://www.facebook.com/nieACTA

YouTube Preview Image

Złe literki

Posted: 19th Styczeń 2012 by Michał Stonawski in Bez kategorii, Książki, ReCEDakcje
Tags: , , , , , ,

 

(Uwaga, spoilery, jeśli nie skończyłeś, drogi Czytelniku, sagi o Harrym Potterze, możesz się dowiedzieć… paru rzeczy)

 

Dyskusja na temat Harry’ego Pottera i innych – zwróćmy uwagę – szalenie popularnych książek rozgorzała już dawno. Ja sam, w gimnazjum (miałem olbrzymie nieszczęście i równie olbrzymi ładunek doświadczeń z tym związanych uczęszczać do gimnazjum… zakonnego) zostałem na rozmowie kwalifikacyjnej (!) obdarzony pytaniem „Czy czytałeś Harry’ego Pottera?”. Możecie się śmiać, ale odparłem „Tak, przeczytałem go całego” (Serio. Oczywiście całego – wtedy dostępnego).  Potem zostałem zrugany dosyć mocno, że to zło i niebezpieczne.

Dziś ten temat – już po skończeniu całej sagi – do mnie wrócił. Tym razem w postaci filmu z telewizji (?) „Żywa wiara”. Tym razem dyskutują nie tylko o Potterze, ale i o sadze „Zmierzch”. Jak tej drugiej nie lubię (z uwagi na niską jakość literacką), tak będę przed bezsensownym piętnowaniem bronił. Zresztą, zobaczymy. Oglądam film na bieżąco, robiąc wpis „na żywo”.

Zaczynamy.

YouTube Preview Image

 

Pierwszym argumentem przemawiającej tu pani jest, że w bajkach, baśniach i innych historiach „dobrych” magią nie zajmują się istoty ludzkie. Są za to Wróżki, wampiry, czarownice (?!)…

Przede wszystkim, od kiedy to czarownice nie są ludźmi? A spójrzmy jeszcze na czarodziejów, takich, jak Gandalf od dziadka Tolkiena. Nie wspominając już o tak ukochanym przez Kościół przykładzie nacechowanej wiarą fantastyki – Narnii, gdzie (w tamtym świecie) magię tworzy nawet sam Aslan (przypomnijmy – Chrystus we własnej osobie).
Przykłady można mnożyć. Każdy, kto czytuje fantastykę znajdzie ich od cholery i trochę. Trochę przykra wpadka, udowadniająca totalne nieobeznanie z tematem… na samym początku.

Następnie szanowna pani wspomina też, że coś, co nie dotyka nas bezpośrednio, czyni lekturę bezpiecznym. Mnie nigdy jakoś Harry Potter bezpośrednio nie dotknął. Już bardziej wspomniana Narnia (Ileż to ja razy wchodziłem do szafy, szukając przejścia…).

Dalej – Pottera szkoli się w technikach okultystycznych. Okultyzm bazuje na magii, zaś sama Sztuka jest i w bajkach. Czasami pokazana bardzo, bardzo krwawo (Nieocenzurowane baśnie Grimmów [uwielbiam]). Mówczyni dodaje jeszcze smaczek – Alchemia nie jest prababką chemii.
Tego już nie skomentuje.

No, to jedziemy dalej – Magia w Potterze jako przepustka do świata celebrytów, piękna, atrakcyjności, wiecznej młodości…
Poszukiwanie tak materialnych – w gruncie rzeczy – mocy jak wieczna młodość jest po stronie czarnej magii, zaś (o ile sobie przypominam) Voldemort nie był zbyt przystojny po tym, jak się -ekhm – zagalopował. Czy życie z magią jest łatwiejsze? Nie bardziej, niż normalne. Zmiana narzędzi – jak się przekonujemy – nie prowadzi do likwidacji problemów. A tych faktycznych nawet magia nie rozwiąże. No, chyba, że ta największa – Miłość, jak zauważa Dumbledore pod koniec bodajże piątego tomu.

W drugim pytaniu nasza znająca się na literaturze rozmówczyni stwierdza, że Lewis, Tolkien a Rowling wspólnego mają tylko tyle, że piszą po angielsku.
Pozwólcie, że chwilę odetchnę… już. Otóż nie, droga pani. Wymieniona trójka jest pisarzami oraz zajmuje się fantastyką. Poza tym cała trójka czerpie pełnymi garściami z legend i podań, wiecie, pogańskich.

Tymczasem blond włosa mówczyni skupia całe swoje tłumaczenie na tym, że Lewis i Tolkien to byli chrześcijanie wielkiej wiary. Rowling, jak wiadomo – nie. Coś mi tu zaśmierdziało religijnym rasizmem.

O, dowiedziałem się, jak pani ma na imię – Małgorzata Nawrocka. Ładnie. Więc, zdaniem Małgorzaty, w Harrym Potterze – przeciwnie niż u Lewisa, czy Tolkiena – widzimy różne odcienie szarości. Wszędzie indziej jest podział czerń/biel.
Nie mogę się nie zgodzić. Chciałbym tylko przypomnieć, że zarówno Tolkien, jak i Lewis pisali w czasach, kiedy taki podział był właściwy, na topie i potrzebny. Dziś idziemy w coraz większy realizm, nawet w fantastyce. Dzięki temu fabuła jest prawdziwsza, odpowiada rzeczywistości… jeśli ma odpowiadać. Bo pani Nawrocka zapomniała o fakcie, że tak Tolkien, jak i Lewis umieszczali akcje w zupełnie innych światach, a rzeczywistość Potterowska jest z naszą – mimo wszystko – zespolona.
Dodać można jeszcze, że walka dobra ze złem w Potterze istnieje – w co pani Małgorzata wątpi. Voldemort (czy też, jak uważa Nawrocka – Valdemort) „czarny pan” i Potter, którego jego przeciwnik nie może znieść ani opętać, bo chroni go – uwaga – miłość.

Co do sił dobra – prócz Harrego (a i to wątpliwe) nie ma nikogo, kto by był kandydatem do postaci dobrej. Nie jest to na pewno ani Ron, ani Hermiona – prawdziwi przyjaciele głównego bohatera. Ani też Hagrid, rubaszny pół olbrzym, oddany przyjaciołom. Ani też Jednorożec, istota najszlachetniejsza i najbardziej niewinna. I w żadnym wypadku Snape, który potrafi oddać życie i honor w imię miłości.

Pani Nawrocka uważa też, że Harry, stając się dojrzały, zaczyna gardzić wszystkim, co nie jest magiczne. W szczególności – Mugolami. Nie wiem, czy pani Nawrocka przeczytała książkę, a jeśli tak, to jak uważnie, gdyż to właśnie postacie utożsamiane z negatywami  dbają o tak zwaną „czystość krwi” i uważają Mugoli za rasę podrzędną, z czym Harry walczy (choć specjalistką tu jest Hermiona).

 

Część pierwsza filmu skończyła się mniej więcej w tym miejscu. Odetchnę chwilę… być może opiszę wrażenia po następnych, a może ta jedna to już zbyt wiele?